Co powiedział Thorsten Heins i dlaczego wciąż warto wierzyć w RIM

Avatar
Piotr Barycki
29.06.2012

Rozumiem, że jest to niesamowicie trudna wiadomość do przekazania, ale ktoś musi to zrobić – w ten sposób Thorsten Heins rozpoczął informowanie o planie zwolnienia w najbliższym czasie ponad 5000 pracowników w ramach programu CORE, jednak równie dobrze mógłby to być wstęp do całego dzisiejszego webcastu przeznaczonego dla inwestorów. Wyniki były złe, po prostu złe, czego można było się raczej spodziewać – Research In Motion znajduje się w prawdopodobnie najgorszej fazie transformacji, w której klienci niekoniecznie chcą już kupować stare produkty, a nowych w dalszym ciągu nie ma na rynku i aż do pierwszego kwartału 2013 roku nie będzie. Nie oznacza to jednak, że wszystko stracone, a RIM tkwi dalej w swojej przeszłości, która doprowadziła go do miejsca, w którym niestety znajduje się dzisiaj. RIM się zmienił, i jeśli nie było to tak widoczne wcześniej, to dziś już na pewno jest.

RIM się zmienia, RIM się uczy

Wypowiedzi Heinsa, choć prawdopodobnie częściowo właśnie w ten sposób specjalnie przygotowane, odpowiadały mimo wszystko na zdecydowaną większość obaw i problemów użytkowników (co nie zawsze było standardem za panowania poprzednich CEO). Porażka tabletu BlackBerry PlayBook, który pomimo doskonałego wykonania, podzespołów i pomysłów sprzedał się od momentu premiery w ilości około 1,3 miliona, najwyraźniej w końcu nauczyła RIM, że nie można już teraz w żadnym wypadku wypuścić na rynek produktu w fazie beta (lub nawet alfa) i to właśnie dlatego BlackBerry 10 trafi na rynek później niż przewidywano. CEO RIM powiedział wprost, że nie chodzi tu nawet o same urządzenia

Tworzymy całkowicie nową platformę, nie pojedynczy produkt czy telefon. System oparty o QNX jest w stanie zapewnić najlepsze możliwości, jeśli chodzi o wydajność czy funkcjonalność mobilnych komputerów. Nie wprowadzimy na rynek produktu, który nie jest gotowy. Nie chcemy tego.

Heins podsumował wszystko nawet w bardziej dobitnych słowach, według których złożenie wszystkich funkcji, możliwości i innowacji obudowanych wokół platformy QNX nie było możliwe w pierwotnie założonym czasie.

RIM ma jeszcze sporo gotówki, która może posłużyć mu do przetrwania przez najbliższe dwa, trzy, może i nawet więcej kwartałów przy obecnym programie redukcji kosztów. Jeśli to mu się uda i uda się to, co do tej pory nie udało się praktycznie nikomu – dostarczyć na rynek produkt gotowy, kompletny, doszlifowany i zapięty na ostatni guzik, BlackBerry 10 będzie wielkie.

Operatorzy wciąż wierzą w RIM

Co ciekawe, decyzja o przesunięciu premiery BlackBerry 10 nie pochodzi wyłącznie od RIM. Swój udział w jej ostatecznym podjęciu mieli również najważniejsi partnerzy, czyli operatorzy, chcący zapewnić kluczowemu w historii RIM produktowi jak najlepsze podłoże w postaci… sieci LTE (choć nie użyto akurat tego określenia wprost). Wszyscy doskonale wiemy, że to właśnie rynek amerykański będzie teraz dla RIM najważniejszy – na pozostałych marka BlackBerry radzi sobie w wielu przypadkach całkiem dobrze, podczas gdy w USA, gdzie jeszcze kiedyś terminale z logo RIM stanowiły  prawię połowę wszystkich „inteligentnych telefonów”, obecnie stanowi zaledwie niewielki procent całości.

Heins potwierdził również, że operatorzy w dalszym ciągu entuzjastycznie podchodzą do premiery BlackBerry 10, czego niestety nie można już chyba powiedzieć o dotychczasowych terminalach, gdzie średnio co kilka tygodni kolejny duży operator wycofuje kolejne modele ze swojej oferty.

Jeśli BlackBerry 10 będzie miał kto sprzedać i przez najbliższe miesiące RIM naprawdę przyłoży się (a nie wyłoży…) do prac nad swoim nowym systemem, jest szansa na to, że dziś wcale nie oglądaliśmy początku (ani środka) końca RIM.

Mniej, ale lepiej

Research In Motion w końcu zamierza również skupić się na optymalizacji swojego portfolio. Modeli ma być mniej, mają być o wiele bardziej dopracowane, o wiele ciekawsze, jeśli chodzi o wygląd i parametry oraz – co najważniejsze dla firmy – mają w końcu przynosić zyski, jakich się po nich oczekuje. Po raz kolejny odnajdujemy więc zaprzeczenie plotek, jakoby Research In Motion planował podział firmy i sprzedaż oddziału odpowiedzialnego za produkcję smartfonów. Póki co, w dalszym ciągu realizowany jest plan A, a jedynymi widocznymi zmianami może być w najbliższym czasie zredukowanie liczby partnerów (takich jak Celestica) i skupienie się jedynie na najważniejszych nadchodzących produktach.

Oczywiście w nowym portfolio RIM nie zabraknie urządzeń z pełną klawiaturą QWERTY, z których pierwsze zadebiutuje niemal natychmiast po premierze pierwszego całkowicie dotykowego terminala z BlackBerry 10. W początkowym okresie RIM nie przewiduje także urządzeń z BlackBerry 10 z niższej półki cenowej. Wszystkie z nich będą z półki wyższej lub wyższej-średniej.

Musimy się skupić, zmienić strategię

Thorsten Heins powtarzał to już wielokrotnie – jeśli Research In Motion ma nadal istnieć, musi się zmienić od środka. Musi dostosować m.in. ilość zatrudnionego personelu do swoich obecnych możliwości, możliwości finansowych i planów. Oczywiście, w zwolnieniu 5000 osób nie ma nic przyjemnego, ale jeśli faktycznie zapewni to byt Research In Motion, możliwe że pozwoli ocalić tysiące innych miejsc pracy, a kto wie, czy w przyszłości zwolnione dziś miejsca nie będą dostępne na nowo.

Najważniejsze jednak, że zwolnienia te w żaden sposób nie dotkną jednak prac nad systemem operacyjnym BlackBerry 10. Z wypowiedzi Heinsa nie wynikało dokładnie, jakie działy doczekają się tak pokaźnego „przewietrzenia”, ale z wcześniejszych informacji wynikało, że będą to m.in. marketing oraz sprzedaż.

RIM uwierzył w końcu w BYOD

Słowa poprzednich CEO RIM, według których konkurencyjne systemy operacyjne, dziś najpopularniejsze wśród użytkowników indywidualnych, a przez to coraz popularniejsze w biznesie, nie miały i nie mają szans stać się zagrożeniem dla korporacyjnej dominacji RIM, będą Kanadyjczyków prześladować prawdopodobnie jeszcze bardzo długo. Czy tego chcemy, czy nie trend BYOD staje się z miesiąca na miesiąc coraz bardziej wyraźny. W końcu po co wyposażać pracowników w mobilny komputer kieszonkowy, kiedy robią to… sami? Oczywiście kwestie bezpieczeństwa w dalszym ciągu stanowią w wielu przypadkach barierę nie do przejścia, ale to też będzie musiało się w końcu skończyć.

Heins na szczęście nie zaprzecza wszelkimi sposobami istnienia tzw. BYOD. Heins wręcz wprost przyznaje, że dostosowanie się do tego trendu jest obecnie jednym z najważniejszych elementów strategii jego firmy. Nowe urządzenia mają być atrakcyjne zarówno dla użytkowników indywidualnych, co obecnie nie zawsze się sprawdza, jak i zapewnić najwyższy, legendarny już niemal poziom bezpieczeństwa.

Biznes nadal w zdecydowanej większości wierzy w BlackBerry. Czas, aby uwierzyli w nie również klienci.

Pomoc z zewnątrz

RIM potwierdził po raz kolejny, że bardzo poważnie rozważa wszystkie rozwiązania, które pomogą w sukcesie BlackBerry. Wśród nich znajdują się oczywiście różnego rodzaju umowy partnerskie oraz licencjonowanie systemu. To ostatnie może być coraz bardziej prawdopodobne, chociaż nie zostało to jednoznacznie potwierdzone.

Oprócz tego po raz kolejny potwierdzono, że w wielu elementach systemu BlackBerry 10 wykorzystane zostaną uznane i sprawdzone rozwiązania innych firm (np. Scalado czy TomTom), jednak akurat w tej kwestii najbardziej brakowało szczegółów. Czy dla BlackBerry 10 doczekamy się Skype? Czy będziemy mogli czytać wpisy z RSS czy Twittera w atrakcyjnej oprawie Flipboarda? Czy będziemy mogli jeszcze bardziej psuć nasze zdjęcia za pomocą Instagrama? RIM musi pamiętać, że nie potrzebujemy 100 000 000 aplikacji – potrzebujemy tych kilkudziesięciu, które udowodnią, że systemem warto się zainteresować, że po zakupie nowego telefonu będziemy mogli skorzystać z aplikacji, z których korzystać mogą użytkownicy innych systemów operacyjnych. To musi się zmienić i im prędzej w ciągu najbliższego ciężkiego pół roku zostaną ogłoszone właśnie tego typu partnerstwa, tym lepiej dla RIM.

Dlaczego w ogóle wierzyć w RIM?

Teoretycznie można powiedzieć, że to już praktycznie koniec RIM i nawet niektórzy z najbardziej zagorzałych fanów firmy m.in. na Twitterze dawali znak swojemu rozczarowaniu (delikatnie mówiąc), sugerując, że RIM właśnie rozczarował ostatecznie nawet tych ostatnich, którzy w niego wierzyli. Owszem, wyniki są złe – tak jak przewidywano, a opóźnienie BlackBerry 10 brzmi tragicznie (i jest gigantycznym zaskoczeniem).

Jest jednak jeszcze co najmniej kilka powodów, dla których warto trzymać kciuki za RIM, nawet jeśli nie korzystamy i nie zamierzamy korzystać z jego produktów – to konkurencja. Kanadyjski producent, choć nie zdradził wcale zbyt wielu szczegółów (przynajmniej nie tyle, ile chcielibyśmy poznać), zdążył większością z nich przypodobać się nawet użytkownikom konkurencji. Nowa klawiatura, rewelacyjny mechanizm wielozadaniowości, oryginalne podejście do ekranu głównego, inteligentna klawiatura czy rozbudowana aplikacja aparatu. To wszystko znalazło już lub znajdzie swoje odzwierciedlenie w systemach konkurencji, bo jest po prostu dobre, często świeże i po prostu atrakcyjne. Research In Motion zdaje się przypominać sobie gwałtownie, co tak naprawdę oznacza pierwsze słowo w jego nazwie i dzięki czemu wspiął się zaledwie kilka lat temu na szczyt, a także dlaczego w tak szybkim tempie został z niego strącony.

Jeśli ktokolwiek trzyma kciuki za upadek RIM lub będzie się z tego cieszył, robi błąd. Zniknięcie z rynku kogokolwiek, kto ma dobre pomysły (a prawdopodobnie w rękawie ma jeszcze kilka) doprowadzi do tego, że rynek może stać się równie nudny, co kolejne, niemal identyczne modele z serii Curve (z całym szacunkiem dla serii).

Nie ma też sensu już dłużej okładać Research In Motion słowami jego poprzednich CEO – stary RIM odchodzi powoli w niepamięć. Na tyle szybko, na ile da się w tak krótkim czasie zmienić tak gigantyczną korporację, ucząc się przy tym na tragicznych w skutkach błędach swoich poprzedników. Jak już doskonale opisano, nowy RIM jest jak startup – skupiony, szczery i głodny sukcesu. Jeśli RIM musiał upaść tak nisko jak dziś (a może być jeszcze gorzej), żeby odżyć w swoim lepszym wcieleniu – niech tak będzie.

Jeśli RIM ma pomysł na to, jak z BlackBerry 10 stworzyć platformę, która będzie potrafiła cokolwiek zdziałać na rynku – a sądząc po jego przekonaniu do tego, jest tak rzeczywiście – wszyscy powinniśmy trzymać kciuki za to, żeby pierwszy terminal z tym systemem trafił na rynek.

I nie był ostatnim.