The House – dom, w którym naprawdę straszy

Avatar
Piotr Barycki
06.01.2013

Proste gry potrafią być czasem najbardziej zajmujące, a proste historie – najbardziej przerażające. Tak jest chociażby w przypadku jednej z nowych gier dla BlackBerry OS – The House, która teoretycznie jest jedną z wielu tzw. przygodówek z gatunku point-and-click, gdzie obserwujemy całą akcję z perspektywy pierwszej osoby.

Opis należy zacząć od tego, że cała historia i wykorzystane w grze motywy raczej nie zaskoczą nas szczególnie oryginalnością – należą bowiem bez wątpienia do kategorii „niesamowicie oklepanych” (opuszczony, mroczny dom, przerażające dzieci, etc). Mimo wszystko całą rozgrywkę trzeba koniecznie uznać za wciągającą i – nawet pomimo rozgrywki na mało „klimatycznym” ekranie o małej przekątnej – całkiem przerażającą. Wpływ na to ma nie tylko atrakcyjna, szczegółowa grafika, ale także muzyka, efekty dźwiękowe i nieoczekiwane zwroty akcji (głównie w postaci przedmiotów pojawiających się niespodziewanie na ekranie).

Sam mechanizm gry jest prosty – każda „plansza” składa się z jednego pomieszczenia, w którym występuje od kilku do kilkunastu przedmiotów, które musimy aktywować, odczytać, podnieść, skonfigurować lub przesunąć aby odblokować kolejne zaprogramowane wydarzenia. Do tego dochodzi oczywiście zestaw standardowych mini-zadań, w postaci rozpracowywania szyfrów do sejfów czy wprowadzania kodów, których poszczególne cyfry podawane były w zbieranych przez nas podczas gdy notatkach.

Aby było jeszcze ciekawiej, całość podzielono na trzy epizody, z czego dwa są już dostępne, natomiast trzeci ma się pojawić w najbliższym czasie. Każdy epizod składa się z kilku lub kilkunastu „plansz”, tak więc zabawy (i strachu) może być całkiem sporo.

Niestety autorom nie udało się w swojej pracy uniknąć psujących klimat elementów, których nie można określić inaczej niż „kiczowate”. Co najgorsze, nie są one praktycznie w ogóle potrzebne w grze i nie dodają nic wartościowego do fabuły, wzbudzając przy okazji pojawienia się na ekranie raczej parsknięcie śmiechem niż prawdziwą grozę (którą potrafią wywołać niektóre inne elementy). Kolejną dość poważną wadą jest brak jakichkolwiek wskazówek dotyczących nawigacji po aplikacji (nie zawsze jest to takie oczywiste) oraz brak możliwości zapisu stanu gry – musimy ukończyć cały epizod, aby nie musieć powtarzać całego wątku od zera. Co ciekawe, gdy zaczynamy od początku, gra nie zawsze wygląda tak samo!

Szczególnie polecamy grę w nocy, na słuchawkach lub głośności ustawionej na maksymalny poziom 😉