Z pamiętnika redaktora: Nie płakałem po BIS

Avatar
Piotr Barycki
20.02.2013

Nie da się zaprzeczyć temu, że przez lata usługa BIS (BlackBerry Internet Service) była tym, co wyróżniało smartfony z logo RIM/BlackBerry na tle innych, pod wieloma innymi względami podobnych urządzeń. Z biegiem czasu rozwiązanie to jednak zaczynało się starzeć coraz szybciej, prowadząc ostatecznie do tego, że producent wraz z nową generacją smartfonów wycofał się z niej całkowicie.

BIS, oprócz swoich licznych zalet, miał niestety szereg poważnych wad, z których największymi były (zwłaszcza w Polsce) bez wątpienia dostępność oraz towarzyszące dodatkowym usługom niejasności, zamieszanie i problemy. Przede wszystkim kupując smartfon BlackBerry, musieliśmy być pewni, że – o ile oczywiście chcieliśmy skorzystać ze wszystkich jego możliwości – nasz operator nie tylko oferuje usługę BIS, ale także oferuje ją w naszej konkretnej taryfie. Prepaid np. w T-Mobile? Nie. Prepaid w Plus? Nie. Prepaid Orange? Tak, ale dopiero od niedawna i też niekoniecznie we wszystkich taryfach. Takie przykłady można mnożyć, a do tego wszystkiego można doliczyć jeszcze nie zawsze pomocnych konsultantów, którzy niekoniecznie byli świadomi po pierwsze czym w ogóle jest BIS (który w każdej sieci nazywał się inaczej) oraz czy faktycznie można z niego korzystać przy naszym aktualnym planie taryfowym. Sytuacja ta wprawdzie poprawiała się z miesiąca na miesiąc, ale i tak niezaprzeczalnie łatwiej było uzyskać pomoc związaną ze standardowym pakietem internetowym.

Trzeba przy tym wspomnieć również o tym, że użytkownik MUSIAŁ widzieć, że takiej usługi potrzebuje. W przeciwnym wypadku mógł jedynie zastanawiać się dlaczego nie może skonfigurować poczty i dlaczego nie działają mu takie aplikacje jak Facebook czy Twitter.

Jak jest w tej kwestii z BlackBerry 10? Zupełnie inaczej niż do tej pory – posiadacz Z10 (lub Q10 w niedalekiej przyszłości) wkłada do swojego telefonu kartę SIM, aktywuje to, co jest we wszystkich „normalnych” przypadkach potrzebne do korzystania z internetu – pakiet danych – i już jest w stanie zrobić z telefonem wszystko, na co przyjdzie mu ochota. Żadnych komplikacji, żadnych dodatkowych „atrakcji”.

Drugim problemem BIS było jego „wewnętrzne” skomplikowanie, widoczne chociażby przy rozbiciu usługi na kilka różnych wersji. W niektórych mogliśmy korzystać z Facebooka, Twittera czy Google Talk, natomiast w innej już nie. W jednej mogliśmy skonfigurować 10 kont pocztowych, w innej tylko 5. W jednej bez limitu był internet w przeglądarce, w innej już nie. Co zrobić jednak w przypadku, kiedy chcemy korzystać ze wszystkich aplikacji (teoretycznie najdroższa opcja), ale nie korzystamy z nich tak intensywnie, aby był nam koniecznie potrzebny najdroższy pakiet usług BlackBerry? Standardowy transfer danych i „paczki” dość skutecznie rozwiązują ten problem w o wiele prostszy sposób – możemy korzystać ze wszystkiego, co tylko znajduje się na naszym telefonie – musimy jedynie korzystać z tego mniej (czyli tak, jak planowaliśmy).

W tym momencie naturalnie musi pojawić się kolejna wada BIS – rozdzielenie transmisji danych na teoretycznie darmowy (w większości odmian BIS) punkt dostępowy blackberry.net oraz oddzielnie płatny operatora. Niestety nigdy nie powstała kompletna lista aplikacji działających w ramach tego pierwszego, ani też nie były one w żadnym przypadku specjalnie oznaczone. W związku z tym często, nawet pomimo najszczerszych chęci, nie mieliśmy pojęcia, czy dany program generuje dodatkowe opłaty i czy konieczne jest wykupienie chociażby najmniejszego pakietu „bezpieczeństwa” czy też możemy korzystać z niego dzień i noc bez żadnych obaw o jakiekolwiek nieplanowane wydatki.

Część aplikacji z definicji nie działała po BIS – wszelki streaming, udostępnianie połączenia internetowego, pobieranie większych plików i podobne akcje były praktycznie zawsze taryfikowane poza naszą usługą. W rezultacie, jeśli chcieliśmy, aby nasz telefon był naprawdę „multimedialny”, byliśmy zmuszeni do wykupienia i usługi BIS i standardowego pakietu danych. Nie wspominając już nawet o sytuacjach, w których telefon z jakiegoś powodu sam generował dodatkowy opłaty, nawet jeśli nie mieliśmy zainstalowanych żadnych dodatkowych aplikacji.

Taką wyliczankę można by ciągnąć praktycznie bez końca – ograniczenia załączników, brak wsparcia dla folderów IMAP, opóźnienia przeglądarki, brak wsparcia dla ActiveSync, pokrętna synchronizacja z Gmailem, brak możliwości ręcznego wywołania synchronizacji kont POP, etc, etc. Już dawno pisaliśmy o tym, że BIS musi albo wyraźnie się zmienić, albo zniknąć całkowicie, bo w przeciwnym przypadku staje się kulą u nogi i skutecznie spowalnia pościg BlackBerry za konkurencją. I ostatecznie stało się to drugie, czego ani przez jeden dzień od momentu premiery nie żałowałem.

Co tak naprawdę straciliśmy? Oprócz braku teoretycznie nielimitowanego (choć mocno ograniczonego) dostępu do internetu bardzo niewiele. Moja poczta email (Gmail, IMAP, Outlook) działa nawet lepiej niż wcześniej (jedynym przypadkiem poczty działającej nieco gorzej jest chyba Yahoo), aktywacja i konfiguracja pakietu internetowego zajęła minutę, nie muszę martwić się o to, że za oglądnięcie filmu z YT zawsze naliczone zostaną dodatkowe opłaty, nie muszę martwić się o to, że załącznik z ważnym plikiem będzie zajmował więcej niż 11 MB i nawet nie zostanie wyświetlony jego typ czy nazwa, nie brakuje pusha, nie muszę ograniczać się przy udostępnianiu internetu do komputera, nie sprawdzam domyślnego typu połączenia aplikacji po jej pobraniu.

BlackBerry Z10 nie pobiera też nieskończonych ilości danych z internetu – pomimo tego, że korzystam z niego bardzo, bardzo intensywnie każdego dnia, być może nawet intensywniej niż korzystałem do niedawna z 9900, nie przekroczyłem jeszcze nawet 1GB transmisji w ciągu całego miesiąca. Osoby, które do tej pory z BIS korzystały głównie do przeglądania internetu i odbierania poczty, prawdopodobnie zadowolą się nawet mniejszymi pakietami danych (szczegółowe informacje na ten temat pojawią się w recenzji). Ewentualnie zawsze można zdecydować się na pakiet z tzw. „lejkiem”, gdzie po przekroczeniu dostępnego limitu nie są naliczane dodatkowe opłaty, a jedynie zmniejszana jest prędkość transmisji.

Owszem, nie da się zaprzeczyć, że BIS, zwłaszcza na urządzeniach z OS 7 i starszych jest w niektórych przypadkach sporą zaletą. Pozwala nam wyraźnie ograniczyć wydatki w czasie roamingu (mocna kompresja danych), udostępniać bez limitu (choć również z ograniczeniami) internet tabletowi BlackBerry PlayBook czy oczywiście zapewnić nielimitowany dostęp do internetu. Osoby polegające zwłaszcza na pierwszej i ostatniej zalecie mają prawo być jak najbardziej rozczarowane i niestety nic tego nie zmieni. Choć jeśli chodzi o roaming, przeważnie zakupienie lokalnej karty SIM często wychodzi taniej, niż nawet najmniejszych transfer danych z naszej karty, a w BlackBerry 10 nie musimy szukać operatora, który oferuje BIS w prepaid – wystarczy standardowa karta z pakietem, nawet jeśli jest to pakiet dedykowany… do laptopa czy tabletu.

Czy BIS w dotychczasowej formie mógł być faktycznie, tak jak twierdzą niektórzy, czymś, co wyróżniłoby BlackBerry Z10/Q10 na tle innych telefonów dostępnych na rynku? Nie, zdecydowanie nie. Byłoby czymś, co prawdopodobnie ostatecznie przyczyniłoby się do wielkiej katastrofy. Wyobraźmy sobie telefon z wielkim ekranem HD, wielordzeniowym procesorem i innymi współczesnymi dodatkami, na którym nie odtworzymy np. wideo z internetu czy nie posłuchamy muzyki z radia internetowego „bo to nie idzie po BIS”.

Być może operatorzy zdecydują się kiedyś na stworzenie pakietu danych dla BlackBerry 10, przypominającego BIS (np. nielimitowana przeglądarka, komunikatory, etc), ale do tej pory musimy korzystać ze standardowych pakietów danych. I uwierzcie, nie są takie złe – w ciągu niemal pełnego miesiąca ani razu nie zatęskniłem za BIS i ani trochę nie szkoda mi, że nie ma go już na moim telefonie.

Wraz z nadejściem BlackBerry 10 musimy przyzwyczaić się do jednej myśli – BlackBerry nie jest już tylko „terminalem do odbioru poczty” i jego „jedynymi zaletami” nie są już tylko klawiatura QWERTY i BIS. To zupełnie nowy świat i zupełnie nowe możliwości.