Amazon i FBI odmawiają podania informacji odnośnie podsłuchu w Amazon Echo

Artur Patnaik
Artur Patnaik
21.07.2016

Redaktor portalu Gizmodo złożył w marcu pismo w amerykańskim Departamencie Sprawiedliwości z prośbą o ujawnienie czy służby wywiadowcze podsłuchują asystenta domowego Amazon Echo powołując się na prawo dostępu do informacji publicznej. Po kilku miesiącach oczekiwania na odpowiedź usłyszał:

„Nie możemy potwierdzić, ani zaprzeczyć…”

Pomysł na urządzenie, które zawsze nasłuchuje to nierozłączna część wizji nowej generacji urządzeń podłączonych do Internetu Rzeczy, ale choć w naszych domach takie rozwiązania mają zagościć na stałe, to wciąż nie wiadomo czy istnieje korelacja amerykańskich agencji bezpieczeństwa z przetwarzanymi przez tech-gigantów danymi. Amazon Echo już od kilku miesięcy jest dostępnym w sprzedaży takim „inteligentnym asystentem”, który ma nam ułatwić codzienne czynności, więc oczywiście oznacza to stałe podłączenie do sieci i mikrofon, który „ciągle słucha”. W związku z rosnącą popularnością tematu prywatności użytkowników i nadużyć ze strony służb bezpieczeństwa warto więc zadać sobie pytanie, czy oprócz sztucznej inteligencji Amazon regularnie przetwarzane dane trafiają gdzieś jeszcze…

Jak sam Amazon twierdzi – Echo zaczyna rejestrować głos dopiero jak usłyszy odpowiednią komendę i choć to może być prawda to niewykluczone, że agencja rządowa, a nawet zdolny haker byliby w stanie wpłynąć na działanie takiego urządzenia. Taki mroczny scenariusz w podobny sposób może dotyczyć każdego z użytkowników smartfonów, tabletów, czy laptopów, czyli urządzeń wyposażonych w mikrofony i podpiętych do internetu, jednakże w takich sprzętach zwykle mamy znacznie więcej kontroli i podglądu na to co się dzieje w systemie, jak w przypadku osobnego urządzenia, dedykowanego do rejestrowania głosu użytkownika.
google-home-google-assistant
Jeszcze w tym roku na półki sklepowe trafi Google Assistant – czy jego też powinniśmy się obawiać?
Tego też nikt nie jest w stanie „potwierdzić, ani zaprzeczyć”. Z jednej strony człowiek nie chciałby wpaść w paranoję, ale z drugiej zatrważający jest fakt jak łatwo i sprawnie amerykańskie służby wywiadowcze mogą podsłuchiwać użytkowników popularnych amerykańskich rozwiązań. Dodatkowo w myśl wielu ustaw antyterrorystycznych większość z takich działań jest prawnie w 100% dopuszczalna, więc dla obywateli USA wojna o prywatność jest chyba z góry przegrana, a dla nas jedyną nadzieją na technologiczną „wolność” może być postawa korporacji, jaką 2 lata temu zaprezentował Microsoft, odmawiając amerykanom dostępu do danych z europejskich serwerów.