Dwukrotnie dłużej na jednym ładowaniu, a może jeszcze cieńsze urządzenia?

Dominik Jonatowski
Dominik Jonatowski
20.08.2016

Głównym problemem z jakim borykają się producenci sprzętu elektronicznego, przede wszystkim producenci smartfonów, jest czas pracy urządzenia na jednym ładowaniu. Technologia poszła do przodu i w kieszeniach posiadamy potężne maszyny, które kiedyś były jedynie w postaci komputerów. Teraz każdy taki komputer może mieć zapakowany w niewielką obudowę telefonu. 

Kilkurdzeniowe procesory, 4GB RAM, ekrany o wysokiej rozdzielczości i ppi oraz pojemne „dyski” to dzisiaj standard. O ile w komputerze nie musimy martwić się, że zabraknie nam zasilania (teoretycznie) to w urządzeniach przenośnych już tak. Taka moc i wysoka rozdzielczość zjada baterię na naszych oczach. Niektórzy producenci, jak BlackBerry czy Apple bronią się tym, że mają świetnie zoptymalizowany system i mimo, że nie zawsze znajdziemy w ich urządzeniach pojemną baterię (w przypadku iPhone) to telefon potrafi wytrzymać cały dzień pracy. Natomiast w sytuacji, kiedy otrzymujemy świetnie zoptymalizowany system, a do tego jeszcze pojemne ogniwo, tak jak to ma miejsce w przypadku BlackBerry Passport, możemy spokojnie wykręcić 1,5-2 dni pracy.

Dzisiaj ten problem (z żywotnością baterii) możemy rozwiązać na kilka sposobów. Ostatnio bardzo popularne stały się powerbanki, które pozwalają nam doładować telefon z daleka od gniazdka. Jest to może jakieś rozwiązanie, ale muszę przyznać, że komicznie wygląda, jak ktoś trzyma w ręku telefon, a z niego ciągną się dwa kable, jeden do kieszeni do powerbanka a drugi do uszu, czyli do słuchawek.

Możemy też użyć obudowy z akumulatorem, która sprawi, że nasze urządzenie zamieni się w wielką cegłę lub multiple. Kolejnym rozwiązaniem jest posiadanie urządzenia, które ma wymienną baterię i mieć przy sobie zapasową. Kiedyś napisałem felieton nt. temat, jakie są wady i zalety tego typu rozwiązania w porównaniu z niewymienną baterią.

To są rozwiązania na dzisiaj, a jakie będą… jutro?

Po krótkim wstępnie, czas przejść do meritum. No dobra, z tym „jutro” trochę przesadziłem, ale w przyszłym roku sytuacja może się w końcu zmienić, bowiem firma SolidEnergy System znalazła rozwiązanie tego problemu. Inżynierowie tej firmy, którzy są związani z bostońskim uniwersytetem MIT, stworzyli technologię, dzięki której baterie będą miały dwa razy większą wydajność, nie zmieniając tym samym swoich rozmiarów.

MIT-Solid-Energy-Systems_0

Na czym polega trik? Otóż według badań, zastąpienie grafitowej anody folią litową ma sprawić, że wypełni ją więcej jonów zachowując taki sam rozmiar ogniwa. Dodatkowo taka bateria będzie bezpieczniejsza, ponieważ nie będzie się tak nagrzewać i ryzyko zapalenia jej ma być bliskie zera.

Kiedy produkcja?

Produkcja rozpocząć się ma na początku przyszłego roku, a po kilku miesiącach może już trafić do smartfonów. Dodatkowo poinformowali, że technologia ta trafi również do samochodów elektrycznych (w roku 2018) i pozwoli tym samym na dwukrotne wydłużenie odległości, którą pojazd będzie mógł pokonać na jednym ładowaniu.

Jak myślicie, uda się zrealizować ten projekt i czy firmy zdecydują się na zastosowanie nowej technologii w swoich urządzeniach? Trudno powstrzymać się od zadania pytania: czy Apple (jeśli zdecyduje się na to) wykorzysta to, aby jeszcze bardziej odchudzić swoje urządzenia, zachowując tym samym obecny ich czas pracy z dala od gniazdka?

 

 

  • Bartosz

    nie ma co gdybać , zobaczymy co będzie w przyszłym roku działo się na rynku smartfonów choć nie do końca rozumiem czemu żaden z producentów nie dostrzega potrzeby Klientów aby tel. na 1 ładowaniu wytrzymał min. 2 dni ( wyjątek Passport 🙂 )

  • Paweł Dejko

    Producenci bohatersko walczą z problemami, które sami sobie stworzyli.
    Dotychczas była jeszcze jedna metoda przedłużenia autonomiczności urządzenia. Wymienny akumulator. Z niewiadomych jednak powodów, rynek musiał skopiować Apple i wspawać akumulator wewnątrz urządzenia.
    Akumulator mógłby być większy gdyby nie głupia moda na robienie coraz cieńszych telefonów. Nie ma żadnej korzyści w zmniejszaniu grubości poniżej 10 mm, ale czymś trzeba przekonać klienta do zakupu nowego telefonu. Najłatwiej wmówić mu, że grubość jest wyznacznikiem technologii i postępu. Wystarczyłby ekran o ppi 300, ale musi być 4K, bo VR. Co prawda zapewne większość użytkowników nigdy nie będzie używać smartfonów do VR, a ci których stać na wymianę smartfona za 3,5 tys co pół roku uzbierają też na prawdziwe gogle, ale każdego trzeba uszczęśliwić ekranem o gigantycznej rozdzielczości, która i tak pozostanie niewykorzystana.

    • AdamoS!

      Co prawda to prawda. Też bym wolał 5mm grubszy telefonem kosztem porządnego akumulatora. Ale niby lepsze jest ładowanie telefonu codziennie i trzymanie „naleśnika”.

  • Mong

    Jeśli lobbing naftowy „odpuści” to powinno się udać 😉

  • t.a.s.

    co jeśli …
    producenci wyprodukowaliby telefon (smartphone):
    – gruby na 12-15 mm
    – odporny na wodę, pył
    – odporny na zarysowywania, pękanie wyświetlacza, ze szkłem ochronnym, odporny na upadki
    – nieprzegrzewający się i z baterią starczającą na 2-3 dni użytkowania, którą po 2 latach można wymienić na nową, bo da się ją wymienić – nie jest zamontowana na stałe
    – z systemem co się nie zamula, nie woła o aktualizacje i łatki bo jest dobry i stabilny
    i powiedzieli ludziom, że to jest coś pięknego, tak jak wmówiono ludziom, że dotykowe jest piękne, że cieniusie jest piękne, że posiadające miliony pierdziriamów jest piękne, że (co chwila) nowe jest piękne?
    wtedy ludzie chodziliby z takim telefonem 1-6 lat, dopóki im czołg by go nie rozjechał albo by nie spadł z wieżowca na beton, albo bratanek nie zalał jakimś kwasem itp. (jak niektórzy do tej pory z jakimś nieśmiertelnym modelem Nokii), a producenci notowaliby straty sprzedaży, bo nikt im by nie biegł kupić nowego modelu; producenci akcesoriów też by mieli ciężko … a straty sprzedaży to straty pieniędzy, a tego nikt nie chce…
    lata obecności smartphonów na rynku, lata rozwojów i nie inwestowania w baterie. nie ma takiej technologii? nikt nie umiał nic wymyśleć? czas się obudzić – nikomu (z producentów) na tym nie zależy, bo i po co?
    przeciętny Kowalski, Smith, czy Muller i tak codziennie wieczorem kładzie się do łózka. a zatem może sobie podpiąć telefon do prądu i nie potrzeba mu więcej niż bateria na 15h. a jeśli podróżuje to niech szuka kontaktów, powerbanków, solar banków albo telefonów azjatyckich czy innych wynalazków co niby mają monstrualną baterię ale wszystko inne w nich woła o pomstę do nieba. po co ma wychodzić z domu. niech poznaje świat przez ekran swojego 5 calowego albo więcej monitorka w smartphonie przykuty na kablu – smyczy do gniazdka, oglądający życie innych, a sam no-life ….
    (może trochę przerysowane, może smutne, ale niestety też prawdziwe)

  • OWC

    Czy ja dobrze widze że majac 14% baterii Priv potrzebuje ponad 3h zeby go do pełna naładowac??!! :O
    To sie nazywa bycie produktywnym 😀