iPhone 7 czy iPhone 6SE, czarny model… a może wersja pro?

Dominik Jonatowski
Dominik Jonatowski
09.08.2016

W końcu dochodzimy do ostatniej prostej i już za miesiąc wszystko będzie jasne. Ilość plotek i informacji dotyczących najnowszego modelu, tudzież modeli Apple jest zatrważająca i niejednokrotnie jedna zaprzecza drugiej. Co na dzień dzisiejszy wiemy? Prawdopodobnie wszystko.

Kilka dni temu do sieci trafił filmik, na którym widać 3 modele iPhone. Wersja 4,7 calowa z pojedynczym aparatem, 5,5 calowa z pojedynczym aparatem oraz 5,5 calowa wersja z podwójnym aparatem, jak wiele portali sugeruje – wersja Pro.

W końcu dokładnie widzimy to, o czym cały czas mogliśmy czytać lub oglądać „na raty”, na podstawie pojedynczych elementów. Od dawna już wiadomo, że nowe modele -pod względem wyglądu- będą jedynie lekko odświeżonymi wersjami 6/6 plus czy 6s/6s plus. Zmianom uległo umiejscowienie fug antenowych, nie ma wejścia mini jack na słuchawki, za to są jeszcze większe i brzydsze wystające aparaty oraz wbrew ostatnim doniesieniom został fizyczny przycisk całkowitego wyciszenia urządzenia.

Nazewnictwo tych modeli wciąż jest wielką zagadką i prawdopodobnie do samego końca nie będziemy wiedzieli, które z nich zobaczymy. Co jakiś czas możemy przeczytać, że będzie wersja Pro, która będzie posiadała podwójny aparat, ale prawdopodobnie Apple zrezygnowało z takiego rozwiązania i nie zobaczymy podwójnego aparatu w wersji Pro, tylko w „zwykłym” plusie.

Na podstawie zdjęć szufladek do ww. modeli można zakładać, że ujrzymy w końcu czarną odmianę, najbardziej pożądanego telefonu świata.

Poniżej jego wizualizacja. Musicie przyznać, że prezentuje się bardzo elegancko! Prawie jak BlackBerry Passport PureBlack.

iphone-7-czarny_09

Prawdopodobnie za rok, czyli na 10 rocznicę iPhone, zobaczymy prawdziwą bombę, a teraz? A teraz iPhone będzie nudny, ale i tak Apple pewnie sprzeda ich dziesiątki milionów sztuk…

  • Bartosz

    czarny – super !!! tego brakowało od czasów iPhone 5 który też był mega fajny bo czarny ( a nie szary jak wszystkie space gray )

  • ihugun

    Nuda, która się sprzeda. Brak złącza jest beznadziejną decyzją. Oby reszta producentów nie wpadła na równie poroniony pomysł.

    • pikut

      Nie zapominajmy, ze Apple nie bedzie pierwsze w tej kwestii 😛 Ma to sens -dla Apple- nie zapominajmy o przejęciu Beats. To jest biznes. Komuś sie to nie podoba, to nie kupi, proste.

      • LinekPark

        Ehh…
        Mając złącze masz wybór. Bez złącza jesteś skazany na gorszą jakość za wyższą cenę i ładowanie jeszcze jednej rzeczy.
        Nie da rady temu zaprzeczyć. Brak złącza oznacza wady i… nie… to nie ma zalet.

        • pikut

          Ale wiesz, że słuchawki mogą mieć doczepiane kable i w zestawach mogą być z mini jack i Lightning? Albo przejściówka od biedy. Poza tym jak widzę na siłowni jak ludzie plątają się w kable podczas ćwiczeń to zwijam się ze śmiechu 🙂

          • LinekPark

            Czyli przejściówki, mimo, iż kiedyś włączono już z nimi, albo nie podładuje się fona słuchając muzyki… Stare słuchawki do kosza, bo trzeba rozwój (wsteczny,, ale co tam) na siłę przeprowadzić…

          • pikut

            Nikt nie mówi, że do kosza, to po pierwsze. Po drugie, Tobie to nie grozi bo nie kupisz iPhone, więc w czym problem.

          • LinekPark

            Nie będę bronić rozwiązań we wszystkim gorszych od swych poprzedników. Dlatego też jestem przeciwnikiem usb-c. Zresztą Lenovo już to zrobiło, a ja mam Moto, czyli serię ich.

      • ihugun

        Tak zgadza się. Problem jest taki, że to Apple, co sprawia, że po jakimś czasie reszta producentów również próbuje iść w ich ślady. 🙂

    • Aa z drugiej strony jak patrze na swój komputer i podłączone do niego monitory, klawiaturę, myszkę, słuchawki, mikrofon, pada, kamerę, kable usb do telefonów i inne głupoty to żałuję, że nie mam wszystkiego bezprzewodowego 😛

      • ihugun

        Jest to nie przyjemne, a i nawet często irytujące. Tylko, że w przypadku słuchawek mówimy o jakości odtwarzanej muzyki.

        • pikut

          Proszę Cię… nie mówię tu o Tobie, czy nie atakuję, ale nie oszukujmy się. Za ile mają słuchawki osoby, które robią lament nad słuchawkami? Więc one raczej nie stracą na jakości, wręcz odwrotnie 😛

          • LinekPark

            By mieć tą samą jakość trzeba mieć droższe te z bt od tych kablowatych.

          • pikut

            Przecież większość osób ma słuchawki pewnie do 100 zł, a teraz nagle martwią się o jakość muzyki na słuchawkach BT?

          • LinekPark

            A po co płacić więcej za pchelki, bo wiele więcej się nie uzyska…

          • pikut

            Czyli twierdzisz, że słuchawki poniżej 100 zł na kablu, grają lepiej niż te na BT dostępne na rynku?

          • Dawid Maślanka

            Zalezy w jakiej cenie. Smiem twierdzic ze na kablu do 100zl zagraja lepiej niz BT do 200zl. Moze w Apple w koncu dadza BT AptX, choc ich Airplay tez nie jest zle. Sluchalem drogich sluchawek „wireless” jak np. B&W P5 wireless. Graja pieknie. Niemniej nie po to kupilem ich zwykla wersje by teraz sie z nimi rozstawac.

            Do 150zl mozna miec RPTX7 od Panasonica, nic lepszego do 250zl nie kupisz. Tylko ze to kabel + nauszne.

          • pikut

            Na początku nie było mowy o kasie, tylko z góry, ze BT = się gorsza jakość. Domyśliłem sie, ze ma ból poopy i chodzi jak zwykle o kasę, mimo ze zawsze to ukrywa. Tylko o to mi chodziło i chciałem, zeby to potwierdził 😉

          • Dawid Maślanka

            Rozumiem. Ja tylko dalem typy. Poza tym nie ukrywajmy ze do AAC/MP3 nie potrzebujemy wyrafinowanych sluchawek. Ten Panasonic powyzej w zupelnosci wystarczy czy np. Sennheiser z serii MX4 lub MX5. Nie rozumiem ludzi ktorzy kupuja sluchawki BEATS. Ich brzmienie to nieporozumienie.

          • pikut

            Mam Beats PowerBeats 2, ale mam je za free, wiec dają rade 😀

          • Bat

            No to teraz będziesz nosił powerbanka i podpinał do niego jednocześnie iPhone i słuchawki 😀

            Nie ma to jak „bezprzewodowe” Apple 😀 I tak wszystko będzie po kablu 😀

            Co z tego, że telefon i słuchawki lekkie jak trzeba powerbanka nosić 😀

          • pikut

            Kto musi nosić ten musi, ja nie muszę i nawet nie jestem w jego posiadaniu

          • LinekPark

            Przecież napisałem. Droższe bt od zwykłych by mieć tą samą jakość.

          • pikut

            „Bez złącza jesteś skazany na gorszą jakość za wyższą cenę i ładowanie jeszcze jednej rzeczy.”

            Czy Ty pamiętasz co piszesz?

          • RDF3

            Hejt odbiera rozum. 😉

          • siekier

            Sennheiser hd202 to najbardziej popularne słuchawki, kosztują 120zl I wiel osobom służy jako wyznacznik brzmienia konsumenckiego. Ja poluje n beyerdynamic dt 990, t koszt około 800zl duża roznica od 120zl ale nic pomiędzy nie ma dla ma sensu, a za 120zl słuchawki BT to mozes sobie wsadzić :p

          • Tyran1918

            Sennheiser hd202 5 lat temu były za 75 zł 😀

          • Blazz Blaise

            dokładnie. osobiście nie wierzę w słuchawki BT. technologicznie są skażone bakcylem cyfrowego przetwarzania. zapytajcie gitarzystów (ale tych dobrych) czy wolą grać z kablem, czy z nadajnikiem.

          • Bat

            Pikut, zwróć uwagę na streamowanie muzyki. Bluetooth zajmuje te same pasmo co Wifi – 2.4 GHz.
            Jeśli streamujesz muzykę po WiFi to będą zakłócenia ze słuchawkami. W najlepszym wypadku będzie to gorsza jakość muzyki na słuchawkach BT.

            Jedynym rozwiązaniem jest WiFi 5 GHz, ale jak wiadomo jest ono jeszcze rzadko spotykane.

            Najgorsze jest to, że bluetooth to bardzo kiepski i nieudany standard, nie wiem dlaczego taki popularny. Nawet myszki na bluetooth mają opóźnienia. Muzyka wysokiej jakości zajmuje większość kanałów na paśmie. O ile nie korzystasz z Wifi to będzie jako tako, ale już z Wifi nie polecam tego rozwiązania.

            Wiem po sobie, bo już dawno chciałem mieć słuchawki bezprzewodowe. Niby to logiczne i komfortowe powinno być, ale po tym wszystkim wróciłem do normalnych słuchawek na kablu… i na dodatek nie trzeba ładować co 5 minut jak te na bluetooth.

            Aha, jeśli nie streamujesz muzyki, to przy słuchaniu muzyki wysokiej jakości przez bluetooth i tak przepustowość internetu przez Wifi będzie dużo wolniejsza niż bez słuchania muzyki. Taki paradoks.

            Wspominałem już o tym, że bluetooth jest kiepskim standardem? Już widzę jak często słuchawki nie zostaną automatycznie wykryte albo wręcz przeciwnie – włączą się wtedy, kiedy nie są potrzebne 😀

            Ale spokojnie, Apple pewnie zaprezentuje przejściówkę lightning -> jack.
            Ale wtedy nie będzie można ładować telefonu, a jak wiadomo iPhone trzyma 2 godziny na baterii 😀

          • pikut

            Mam 12 GB internetu w telefonie, nie musze zawracać sobie głowy szukaniem WiFi. Dziwne jest te wasze narzekanie, znam waszą opinie i wiem, ze nie kupicie i nie jest dla was. Nie namawiam was abyście zmienili zdanie a mi ciagle ktoś próbuje wmówić, ze Apple jest złe i w sumie nie powinienem używać. To nie jest tak, ze kupiłem ich sprzęt i teraz tłumacze ich ograniczenia, tylko znając ich ograniczenia, wiedziałem, ze nie bedą mi one przeszkadzały i gra. Nie mieszkam na wsi, wiec nie mam problemu z plikami w chmurze, mam duży pakiet internetu, w razie problemu podłączam telefon w biurze do ładowarki, super współpracuje z Macbookiem i nie mam problemu z połączeniem z BT ze słuchawkami. Kiedy maja się połączyć to się łącza, jak maja tego nie robić to nie robią. Na szczęście każdy ma wybór i może używać co mu pasuje 😛

        • Tak, ale na telefonie 🙂 Jak nie będzie gubić zasięgu to jakość słuchawek BT jest wystarczająca dla 99,9% użytkowników. Kolega ma JBL bt i grają bardzo ładnie

      • Bat

        Wszystko co opisałeś możesz mieć bezprzewodowo 🙂

        Jakbyś się uparł to możesz nawet zasilanie do kompa i monitora zrobić indukcyjne 😀
        No chyba, że to Mac, to nie, wtedy nawet dotykowy ekran nie zadziała 😛

        • RDF3

          A po co dotykowy ekran w laptopie z systemem niedostosowanym do dotyku za to z doskonałym touchpadem? Czysty idiotyzm.

          • Bat

            Chociażby po to, by testować strony mobilne czy aplikacje mobilne… a zapomniałem, że na Maca nie ma pro softu i emulatorów, a wydajność byłaby i tak mierna.

            Faktycznie, lepiej żeby Apple nie dodawało dotyku. Ludzie w sklepach dalej będą palcować ekrany Maców bez skutku 😀

          • RDF3

            Dziecko drogie. Wszystkie aplikacje na iOS powstają wyłącznie na Makach.
            Chodzisz do sklepów z Makami z kolegami ze szkoły specjalnej?

          • Bat

            Oj, chyba się komuś okres zbliża 🙂
            Nie mierz wszystkich swoją miarą.

            Następnym razem najpierw sprawdź co piszesz. Masa ludzi tworzy aplikacje pod iOS z poziomu Windowsa. Z poziomu MacOS trzeba je tylko skompilować z certyfikatami, a to można zrobić bez problemu z maszyny wirtualnej.
            Ekran dotykowy umożliwia testowanie różnych modeli iPhona bez konieczności ich posiadania, tak samo testowania dziesiątek innych modeli Androida i mobilnego Windowsa. Testujesz wszystko z jednego urządzenia na żywo, co znacznie skraca czas pracy nad aplikacjami.
            W Macach brak jest też wsparcia dla grafików używających tabletów graficznych z rysikiem. iPad też odpada bez prawdziwego Photoshopa.
            Faktycznie ekran dotykowy jest zbędny i idiotyczny 🙂

          • RDF3

            Nic mi się nie zbliża. Po prostu mam alergię na kretynów. 😉

          • Bat

            W takim razie pamiętaj kupić tabletki przeciwalergiczne zanim następnym razem spojrzysz w lustro 🙂
            Przy okazji możesz wziąć też podpaski na zapas i znicze do zapalenia pod swoim zdjęciem Steve’a Jobsa na stoliku nocnym 🙂

            Taka jest właśnie dyskusja z fanbojami Apple.

          • RDF3

            To jest właśnie rozmowa z głupimi, złośliwymi hejterami i trollami.

            Nie mam nic wspólnego z byciem fanbojem jakiejkolwiek firmy. Nie kupiłbym nigdy również dotykowego laptopa z windowsem, bo to ekstremalnie niewygodne i głupie. Laptop, to laptop. Do jego obsługi służy touchpad.

            Posiadam tablet z windowsem 10 i wiem jak wygląda jego ‚dotykowość” Apple po prostu nie wypuszcza takich bubli.

            A teraz spadaj już gnojku.

          • Bat

            Ja jestem złośliwy? Cały czas piszę sprawdzalne fakty. Sam zacząłeś się dopierdzielać do niczego.

            „Laptop to laptop” <- gdyby tak myślało Apple o komórkach z klawiaturami to nigdy nie wydaliby iPhone (ich jedynego udanego produktu).
            W końcu telefon to telefon – powinien mieć zwykłą klawiaturę ABC, ekran bez dotyku i ograniczone funkcje tylko do dzwonienia i SMSów 🙂

            Gdzie ja wspomniałem o obsłudze całego systemu dotykiem? Dotyk jest po prostu rewelacyjnym dodatkiem, który pozwala na dużo więcej zastosowań sprzętu, szczególnie kiedy można odczepić ekran jak np. w Surface Book.
            Skoro jesteśmy już przy obsłudze laptopa to ekstremalnie niewygodny jest właśnie touchpad. Nawet w Macu. Pracowałem lata na Macach i nawet jakby ten ich touchpad świecił się w kolorach tęczy i śpiewał, nigdy nie będzie bardziej wygodny i precyzyjny niż zwykła mysz.

            Apple nie wypuszcza bubli? Gdyby tak było, to w 2016 roku nie mieliby systemu z interfejsem z lat 90 (MacOS).
            Przypominam, że to Apple wypuściło pierwszego iPhone bez MMSów, nagrywania wideo i wielu innych funkcji, które miały w tym czasie wszystkie telefony konkurencji.
            Kiedy Apple wypuszcza niekompletne produkty to jest to innowacja, ale w przypadku innych firm to idiotyzm?
            Zawsze od czegoś trzeba zacząć i później to rozwijać. Perfekcjonizm jest zgubny – czekanie na dopieszczenie produktu w 100% odkładałoby moment premiery w nieskończoność.

          • Szczepan Marchewka

            To, że coś jest z lat 90 nie znaczy, że jest złe. Natura ludzka się nie zmienia tak szybko, sposób postrzegania rzeczywistości też nie, a więc rozwiązania ergonomiczne GUI też nie muszą się radykalnie zmieniać. Zwróć uwagę, że człowiek używa noży czy młotków prawie w niezmiennej formie od setek lat i nikomu to nie przeszkadza.

            Microsoft zrobił rewolucje w GUI wprowadzając kafle i 3/4 ludzi do tej pory tego nie lubi. A interfejs wyglada tak, że połowa aplikacji jest takich, a połowa siakich, jeden wielki bajzel i eksperyment na ludziach.

          • Bat

            Połowa aplikacji takich a połowa siakich to chyba właśnie w MacOS, gdzie każda aplikacja ma swój „skin” i każda inaczej się zachowuje. W Windowsie przynajmniej jest konsekwencja – każdą da się zmaksymalizować i zamknąć, w MacOS nie.

            Nie wmawiaj mi, że interfejs z MacOS jest sensowny, po prostu ten system jest rzadko aktualizowany i Apple się na nim nie skupia, bo prawdziwą kasę daje iPhone, gdzie o dziwo interfejs jest 100 x lepszy. Dlaczego iPhone ma „X” po prawej stronie (jeśli już jest „X” gdzieś), skoro MacOS ma po lewej? Nie powinno być tu konsekwencji z MacOS, skoro to takie dobre rozwiązanie?

            Ile to ja już nie widziałem „profesjonalistów” na MacOS, którzy nie potrafili np. zapisać pliku w „Pages”, bo się okazało, że aktywny był pulpit i menu na górnym pasku było z Findera, a nie z Pages.

            Apple zawsze chwaliło, że ich systemy są proste. Ale skoro główne menu programu jest oddzielone od okna programu, to gdzie tu prostota? Raz klikasz coś na samej górze, a raz w samym oknie. To nie jest ani proste, ani logiczne. W Windowsie menu programu jest ZAWSZE w… oknie programu. Mało tego, mają otwartych wiele okien na wielu ekranach możesz kliknąć w menu nieaktywnego okna. W MacOS najpierw musisz aktywować okno, aby menu na górnym pasku się zmieniło. 3 x więcej klikania.
            Tak samo chcesz zamknąć aplikację. W Windowsie klikasz „X” i pyk – zamknięta. W MacOS klikasz „X” i co? Zminimalizowana. Dopiero musisz kliknąć prawym przyciskiem myszy na docku (o ile masz prawy przycisk, jak nie to z Ctrl) na ikonę aplikacji i wybrać opcję jej zamknięcia. Kosmos.
            W Windowsie możesz mieć niezgrupowane ikony na pasku zadań, na każdym ekranie inne. Np. otwierasz 10 okien przeglądarki, każda po 50 kart, razem 500 kart w 10 oknach. I możesz bez problemu przełączać się między oknami, bo masz 10 kafelek. W MacOS masz jedną ikonę i musisz klikać prawym przyciskiem, by zobaczyć ile okien pod sobą kryje.
            Mógłbym wymieniać w nieskończoność, jak np. fakt, że prawdziwa maksymalizacja okna została dodana dopiero w jednym z ostatnich wydań MacOS – jako przycisk „pełny ekran”, który widnieje w innym miejscu menu niż pozostałe kontrolki „X” „+” i „-” (oczywiście ikonka „+” to nigdy nie była prawdziwa maksymalizacja – ta opcja zachowywała się losowo, zależnie od otwartej aplikacji).

            Microsoft eksperymentował z przestarzałym menu start, ale przynajmniej w systemie masz tylko jeden task bar, a nie 2 jak w MacOS (dock i górne menu), plus kaskadowe menu Plik/Edycja/Widok zostało już dawno usunięte, zarówno z dużego Windowsa jak i mobilnego odpowiednika. Każdy kto ma Windowsa obsłuży Windowsa Mobile i odwrotnie.

            Mając iPhone, przejście na MacOS to jakiś kosmos, szczególnie że teraz Apple dodało 5 nowych launcherów do odpalania aplikacji. Z którego powinno się korzystać?

            Żeby nie było, nie jestem jakimś fanem Microsoftu. Pracowałem latami na Windowsach, MacOS (różne wersje) i Linuksie (głównie Mint, Debian, Ubuntu, Arch).
            O ile Windows i Linux się rozwijają, to MacOS stoi w miejscu – interfejs jest nadal kiepski i niepraktyczny, wygląda do tego strasznie staro, tak jak stare Linuksy na KDE.
            Linux rozwija się dynamicznie i też każdy manager okien jest już spójny, niezależnie czy to Cinnamon, Gnome czy KDE. Wszystko po prostu działa dobrze, wygląda nowocześnie i pozwala na szybką pracę, nawet na wielu ekranach.
            Na MacOS każda minimalizacja czy maksymalizacja okna zajmuje dużo czasu i przeszkadza, a na wielu słabszych Macach niż MacBook Pro, te animacje się dalej przycinają. Niech mi nikt nie wmawia, że MacOS to stabilny system, który się nie zacina, bo to bzdura.

            Porównując pracę na tych trzech systemach, a na każdym z nich pracowałem przynajmniej kilka lat, to na MacOS wszystko robi się najwolniej i najmniej intuicyjnie. Na Linuksa jest z kolei mniej softu (brak pakietu Adobe i Office’a), ale za to jest najlepszy na serwery. Z kolei Linux obsługuje ekrany dotykowe i posiada obecnie dużo więcej sterowników niż MacOS – można do niego podłączyć wszelkiego rodzaju sprzęty (kiedyś to był jego słaby punkt). Pod tym względem MacOS się nie rozwija w ogóle, bo jak w 2016 roku mogą występować problemy z drukarkami czy pendrivami? Zgrałem na pendrive zdjęcia z wesela znajomych, którzy mieli Maca. Pendrive działał nawet na jakimś głupim Smart TV czy jako OTG do telefonów, ale na MacOS nie zadziałał. Oczywiście ani Windows ani Linux nie mieli z nim najmniejszego problemu.
            Na Windowsie zresztą działa wszystko, każdy sprzęt, sterowniki, oprogramowanie, gry. Możesz projektować statki kosmiczne i jednocześnie grać na drugim ekranie.

            MacOS to po prostu frajerski wybór. Jest droższy niż konkurencyjne platformy, ale za to wolniejszy; jest słabiej zabezpieczony; wszystko robi się wolniej, więc nie nadaje się dla profesjonalistów; brak jest konkretnych aktualizacji i brak sterowników – ten system stoi w miejscu.
            Ludzie kupują Maci tylko dlatego, bo myślą, że MacOS będzie tak samo fajny jak iOS na iPhone (i w momencie pierwszego uruchomienia wiedzą, że się pomylili), albo będą mieć lepszą synchronizację z telefonem, albo po prostu dla logo i rzekomego prestiżu (może to szpan przed sąsiadami czy kolegami z gimnazjum, bo żaden profesjonalista nie uważa Maca za symbol statusu).

            Nie tylko sam pracowałem na Macu, ale pracowałem też z innymi „profesjonalistami” korzystającymi z tej platformy i wszyscy robili wszystko wooooolno i niedokładnie. Ci co robili dobrze mieli… zainstalowanego Windowsa na Macu. Teraz kiedy już sam zatrudniam ludzi, to tych preferujących MacOS odrzucam od razu po krótkim teście, na którym widać jak słabo idzie im wykonywanie podstawowych czynności.

            Nawet laicy, osoby starsze, które nigdy nie miały komputera, szybciej łapią Linuksa z jakimś prostym UI czy Windowsa, niż MacOS z dockiem i tym menu na górze.

            W Stanach Maki były zawsze po części popularne, bo Apple to ich rodzima firma, ale gdyby były takie dobre to przyjęłyby się dawno w Polsce i innych krajach na pozostałych kontynentach.
            A tak dopiero teraz hipsterzy w Wawy zaczęli je kupować, bo logo zaczęło być rozpoznawalne, pasuje im do iPhone i co najważniejsze – świeci w ciemności (Apple ma chyba patent na świecące logo, z tego co pamiętam). Wcześniej powodów do zakupu nie było, bo nigdy nie chodziło o wygodę czy możliwości (a raczej ich brak) tego systemu.

      • Szczepan Marchewka

        Prąd po kablu jest zdrowszy niż pole elektromagnetyczne do ładowania indukcyjnego.

    • LinekPark

      Lenovo Moto Z…

      • pikut

        To Apple poszło za Lenovo!

  • Tyran1918

    No to ja nie mam problemu, bo słuchawek w smartfonie używam okazjonalnie.