Nowy cel Apple: produkcja tylko z materiałów z recyklingu

Mateusz Chodakowski
Mateusz Chodakowski
23.04.2017

Apple opublikowało kilka dni temu raport na temat wysiłków podejmowanych w celu ochrony środowiska. Tak ogromna firma ma w skali globalnej swój udział w drenowaniu zasobów naturalnych, ale zdaje się mieć także receptę na jego ograniczenie.

Dokument podsumowuje ubiegły rok i definiuje cele na lata następne.

Zacznijmy od tego, że  Apple Park, nowa siedziba w korporacji ulokowana w Kalifornii będzie prawdopodobnie największym w Ameryce Północnej budynkiem z certyfikatem LEED, świadczącym o nadzwyczajnych walorach ekologicznych inwestycji. Kosztująca około 5 miliardów dolarów budowla pomieści 12 000 pracowników. Okrąg, na planie którego bazuje biurowiec ma średnicę dłuższą niż słynny amerykański Pentagon. Przy okazji warto dodać, że 80% powierzchni ma być open space’em, a na terenie siedziby giganta znajdzie się ponad 9000 drzew. Całość będzie w 100% zasilana z odnawialnych źródeł energii, podobnie zresztą jak wszystkie centra danych jakie Apple posiada na całym świecie. Firma pochwaliła się także, że 96% energii używanej w należących do niej obiektów zasilana jest z natury.

 

Cel jaki wyznaczyło się Apple to produkcja nowych urządzeń z w pełni zrecyklingowanych smartfonów, tabletów i komputerów poprzednich generacji. Czy to możliwe? Firma twierdzi, że tak. W tej chwili chwali się, że np. opakowanie iPhone 7 jest w 99% wykonane z tworzyw przetworzonych – papieru, bambusa i trzciny cukrowej. Apple posiada także roboty (nazwano je Liam), które potrafią rozłożyć na części iPhone’a 6 w 11 sekund. Rocznie są w stanie przetworzyć 2.4 miliona telefonów co w skali obecnej sprzedaży firmy jest oczywiście wynikiem niewystarczającym, ale odzyskiwane w ten sposób surowce z powodzeniem są już wykorzystywane.



Dzięki pracy robota, przetopione z iPhone’a 6 aluminium wykorzystywane jest do produkcji obudów Maca mini. Ponadto, 100% lutów cynowych na płycie głównej modelu 6S pochodzi właśnie od jego poprzednika. Liam portafi także odzyskać lit i kobalt z baterii, złoto i miedź z elementów aparatu fotograficznego, a także platynę i srebro ze wspomnianej płyty głównej. Z każdych 100,000 iPhone’ów 6, Liam wyciąga m.in. 1900 kg aluminium, 800 kg miedzi, 300 g złota, 7 kg srebra czy 55 kg cyny.

Apple zaprezentowało model idealny, w którym jak wcześniej pisałem wszystkie materiały używane w procesie montażu nowych urządzeń pochodząc od ich starszych braci:

Gdy dołożyć do tego istotne ograniczenie emisji CO2 do atmosfery dzięki przejściu także w samych fabrykach na odnawialne źródła zasilania, mamy czystą realizację marzeń wizjonerów z Cupertino. Apple aktywnie działa ze swoimi partnerami i jak dowiadujemy się z raportu, siedmiu największych już zdecydowało się na taki krok. Do 2020 roku, 4 gigawaty (4 miliardy watów) energii mają być dostarczone przez naturę. Ile to właściwie jest?

Apple podaje, że Matka Natura odczuje ubycie 4 GW uzyskiwanych obecnymi metodami tak, jakby każdego roku przez następne 20 lat z dróg ubywało 1,5 miliona samochodów emitujących do atmosfery szkodliwe substancje. Na razie, w porównaniu do roku 2015, emisję dwutlenku węgla udało się ograniczyć o 585 000 ton, czyli o 23%.

Apple dba nie tylko o proces produkcji i odzyskiwania potrzebnych surowców ale także o efektywne wykorzystywanie energii przez same urządzenia. Według danych, które publikuje firma, nowy iMac w trybie uśpienia pobiera 97% mniej energii niż ten sam komputer pierwszej generacji. Mac mini za to, ma parametry, które aż siedmiokrotnie przewyższają wymagania certyfikatu ENERGY STAR.

Korporacja chwali się także, że dzięki programowi ochrony wody, wspólnie ze swoimi partnerami, jak do tej pory (od 2013 roku) udało się zaoszczędzić 8 miliardów galonów wody. To wystarczająco by każdemu człowieku na Ziemi ofiarować 18 szklanek. Robi wrażenie prawda?

Oczywiście, wspaniała w swych założeniach, zielona polityka giganta ma także swoich przeciwników. Nie brakuje głosów, że w tym wszystkim nie chodzi o środowisko, co po prostu ładnie wygląda w materiałach prasowych, a jak zwykle o pieniądze. Aby wdrożyć w życie powyższe założenia, Apple musiałoby przejąć praktycznie cały obrót nienadającymi się już do użytku urządzeniami. Oznaczałoby to po pierwsze miliardy odzyskanych dolarów (czyt. jeszcze większe zyski z każdego sprzedanego urządzenia), a po drugie, odcięłoby dostęp niezależnym od giganta serwisom dostęp do części zamiennych. W konsekwencji, ze względu na brak podzespołów, miliony iPhone’ów, Maców, i iPadów stałoby się z miejsca nienaprawialnych, a dla osób ceniących sobie wygodę korzystania z ekosystemu Apple, każda nieuznawana przez gwarancję usterka musiałaby się skończyć zakupem nowego urządzenia.

Ciekaw jestem Waszej opinii na ten temat. Dajcie znać w komentarzach.

 

źródło: arstechnica, arstechnica, apple.com, ifixit.com