Średniak z wyższej półki – recenzja Honor 9

Mateusz Chodakowski
Mateusz Chodakowski
12.12.2017

Honor 9 to model aspirujący do wyższej półki urządzeń z Androidem na pokładzie. Czy solidne wykonanie i nietuzinkowy wygląd to recepta na rynkowy sukces?

Nieco ponad 4 miesiące po światowej premierze w moje ręce trafił najnowszy reprezentant rodziny Honor – model oznaczony numerem 9. Muszę przyznać, że to pierwszy „chińczyk” z krwi i kości z jakim przyszło mi współpracować i sam jestem ciekaw czy zaskoczy mnie pozytywnie. Jeśli jesteście na bieżąco z moimi wpisami na BBNews, zapewne wiecie, że do samego Androida nie pałam miłością. Rewelacyjny KEYone walczył dzielnie próbując przekonać mnie do systemu Google, ale koniec końców w kieszeni nadal noszę BlackBerry Passport. Czy Honor przyczyni się do definitywnej zmiany w moim podejściu? Przekonajcie się sami.

Wypada zacząć od pewnego dysonansu z jakim spotkałem się poszukując w sieci informacji na temat smartfona, którego trzymałem w rękach. To Huawei honor 9, prawda? Wydawało mi się, że ta pisana małą literą przez samego producenta linia to po prostu segment produktów jak Galaxy J i Galaxy S w przypadku Samsunga. Okazało się jednak, że honor to osobny brand, który nie przyznaje się oficjalnie do spółki matki polecanej przez samego Roberta Lewandowskiego. Huawei i honor to coś jak Media Markt i Saturn, ten drugi brand sprzedaje de facto to samo, ale pozycjonowany jest jako tańszy odpowiednik flagowego produktu. Historia marki jest dość krótka, bowiem pierwszy model wypuszczono na rynek zaledwie trzy lata temu, ale nie oszukujmy się, firma nie zaczynała od zera, know how było przecież na wyciągnięcie ręki. Różnica w cenie urządzeń ma wynikać z faktu, że honor koncentruje się na sprzedaży online, rezygnując z prowadzenia własnych salonów i kosztownych kampanii reklamowych z celebrytami w rolach głównych. Niestety wygląda na to, że funduszy nie starczyło też dla webmastera polskiej strony internetowej.

Honor – For the brave

Jeśli e-commerce ma być jedyną platformą sprzedaży produktów to gafy tego rodzaju po prostu nie mają prawa się pojawiać. Cóż, załóżmy przez chwilę, że jestem tym „odważnym” – klientem marki honor i decyduję się na zakup ich najlepszej propozycji w portfolio.

Opakowanie

Projektanci nowoczesnych smartfonów muszą zdawać sobie sprawę z faktu, że wychodzące spod ich rąk urządzenia są do siebie bardzo podobne. Konia z rzędem temu, kto bezbłędnie odróżni, leżące obok siebie, wyłączone urządzenia azjatyckich producentów. Coraz częściej zdarza się, że samo opakowanie staje się niejako produktem i skoro zawartość na pierwszy rzut oka wygląda jak urządzenie konkurencji, niech charakterystyczne pudełko świadczy o wyjątkowości znajdującego się wewnątrz przedmiotu. Dokładnie tak jest z honorem 9. Pamiętam jak bardzo podobało mi się opakowanie KEYone i na temat eleganckiego kartonika testowanego przeze mnie teraz dotykowca też chciałbym wyrazić się bardzo pozytywnie.

Białe, eleganckie pudełko z delikatną fakturą podobnie jak w przypadku flagowca BlackBerry nie przywodzi na myśl produktu z segmentu elektroniki użytkowej, ale prędzej ekskluzywnej biżuterii lub perfum. Złota, wypukła dziewiątka równie dobrze mogłaby oznaczać kolejny numer zapachu marki Chanel. Producent w ciekawy sposób umieścił urządzenie wewnątrz. Po zdjęciu górnej nakładki okazuje się, że smartfon znajduje się w bocznej pozycji, co jest ciekawym zabiegiem i na pewno odbiega od przyjętego standardu.

Wyposażenie jest jednak nadzwyczaj skromne i ogranicza się do ładowarki, kabelka USB oraz plastikowego etui chroniącego tył smartfona przed zarysowaniami. Tak, dobrze zauważyliście, w pudełku nie ma słuchawek. To o tyle dziwne, że honor 9 nie należy do budżetowego segmentu, a para pchełek to przecież koszt rzędu kilku dolarów.

Wygląd

W przeciwieństwie jednak do Kanadyjsko-chińskiego klawiaturkowca, widok znajdującego się wewnątrz opakowania urządzenia nie prowokuje wypowiedzenia na głos pełnego zachwytu słowa WOW. Honor 9 wygląda (od frontu) jak… Samsung S7, Xiaomi Mi 5c, Samsung J3, albo nawet OnePlus 5. Design urządzenia nie wyróżnia się w żaden sposób. Jest po prostu poprawny i do bólu typowy. Bardzo nie lubię naśladownictwa, a mówiąc, że projekt tego smartfona był inspirowany iPhone’em to zdecydowanie za mało. Niestety producenci telefonów z jakiegoś powodu uznali, że jeśli wypuszczą na rynek smartfon, do złudzenia przypominający flagowy produkt Apple, to klienci będąc oczywiście świadomi znajdującego się w środku Androida poczują się lepiej. I tak od kilku lat trwa moda na kopiowanie designu z Kalifornii. Powoli zaczynam rozumieć dlaczego Amerykanie chcieli opatentować zaokrąglony prostokąt.

Ot naszym oczom znów ukazuje się ta sama forma z odciętą górną i dolną ramką, obłym przyciskiem „home”, podłużnym wycięciem na głośnik rozmów, okrągłym grillem głośnika emitującego muzykę oraz przecinającymi krawędzie obudowy paskami, które w przypadku smartfona Apple były elementami anten GSM.

Przyciski głośności oraz guzik blokady znajdują się po prawej stronie zaokrąglonej po bokach obudowy. Muszę przyznać, że „power” umiejscowiono perfekcyjnie. Biorąc telefon do ręki, kciuk automatycznie ląduje we właściwym miejscu dzięki czemu urządzenie jest od razu gotowe do pracy. Jak już wspomniałem, na dolnej ramce znajduje się „home” i co zaczyna uchodzić za standard, powierzchnia tego przycisku jest czytnikiem linii papilarnych. Po jego lewej i prawej stronie leżą wirtualne przyciski systemowe. Takie rozwiązanie ma tę zaletę, że „powrót” oraz skrót ukazujący uruchomione aplikacje nie zajmuje powierzchni wyświetlacza, ale nierozróżnienie funkcji punktów dotykowych powoduje niestety wielokrotne pomyłki. Ilekroć chciałem wrócić do poprzedniego menu, albo wybierałem nie ten przycisk, albo musiałem długo zastanawiać się nad tym, który do tego służy. Kwestia przyzwyczajenia. Oprócz powyższych, na dolnej krawędzi umieszczono port USB-C, gniazdo mini-jack oraz wycięto okrągłe otwory dla głośnika. Przeciwległa, górna część posiada wycięcie na dodatkowy mikrofon oraz port IrDA.

O ile przednia część urządzenia mnie nie zachwyciła, o tyle tylna część obudowy zasługuje na pełne uznanie. Plecki smartfona pokryto aż dwunastoma warstwami szkła o różnych właściwościach, dzięki czemu pięknie odbija się na nich światło tworząc podłużne refleksy. Wygląda to naprawdę niesamowicie i muszę przyznać, że zdecydowanie podciąga ogólną ocenę designu urządzenia. Ponadto, na pochwałę zasługują niewystające ani na milimetr soczewki aparatów fotograficznych. Cały tył urządzenia pokrywa jednolita tafla szkła i dzięki temu smartfon jest idealnie płaski.

Ekran

Kiedy sprawdzałem specyfikację techniczną, rozmiar ponad 5 cali nieco mnie przestraszył. Kilka dni wcześniej miałem w rękach BlackBerry PRIV, w którym co prawda wyświetlacz jest jeszcze większy (5,15” vs. 5,40”) i tam, ekran wydawał się wręcz ogromny. Honor 9 jest jednak na tyle poręczny i tak dobrze leży w dłoni, że nawet osobom o drobnej budowie, jego obsługa nie będzie sprawiać problemów. Dzięki wysokiemu (428) PPI prezentowany obraz jest ostry i klarowny. Gołym okien nie sposób dojrzeć pojedynczych pikseli. Pokrycie całej przedniej części telefonu taflą szkła nadaje kolorom fantastycznej wyrazistości nie odbierając jednocześnie komfortu użytkowania.

Sam wyświetlacz wykonano w technologii LTPS IPS uzyskując rozdzielczość FullHD, czyli 1080×1920 pikseli. Zastosowany ekran perfekcyjnie odwzorowuje czerń, jest przy tym bardzo jasny i może pochwalić się naprawdę rewelacyjnym kontrastem wynoszącym 1479:1. Dla porównania, jego poprzednik zamontowany w modelu 8 szczycił się wartością 1243, natomiast flagowy Huawei P10 uzyskał 1423:1.

Z uwagi na niesprzyjającą aurę nie byłem niestety w stanie przetestować czytelności wyświetlacza w pełnym słońcu, jednak jestem pewien, że honor 9 sprosta nawet najintensywniejszemu nasłonecznieniu. Ustawienie wartości podświetlania blisko maksimum w pomieszczeniu powodowało u mnie odruchowe przymknięcie oczu, co świadczy o wyjątkowo dużej jasności panelu i być może nieco zbyt zimnej charakterystyce kolorów.

Znacie to uczucie kiedy tuż przed zaśnięciem leżąc w ciemnym pokoju próbujecie komfortowo przeglądać internet czy czytać wiadomości na smartfonie i nawet minimalna jasność ekranu męczy wzrok? Producenci honor 9 przychodzą z pomocą. Ich urządzenie posiada bowiem (podobnie jak iPhone) bardzo ciekawe rozwiązanie. Wybranie funkcji „Ochrona wzroku” (dostępna w rozwijanym od górnej ramku menu) powoduje dodanie żółtego koloru do aktualnej palety barw i w konsekwencji złagodzenie ostrego jak brzytwa obrazu.

Bateria

Honor 9 posiada (rzecz jasna niewymienną) baterię o pojemności 3200 mAh, którą dzięki dołączonej ładowarce możemy dość szybko naładować, a inteligentne zarządzanie energią ma zapewnić wyjątkowo długi czas pracy. Od ogólników i sloganów pora przejść jednak do konkretów.

Dzięki ładowarce potrafiącej ładować baterię z natężeniem 2A, na pojawienie się wartości 30% na podłużnej ikonce trzeba czekać jedynie 20 minut. Nadmienię, że w tym czasie telefon leżał i „nic nie robił”. Prawdopodobnie przy większym obciążeniu, uzyskanie około 1/3 pojemności akumulatora zajęłoby dłużej. Nieco ponad połowę (53%) uzyskałem po blisko 40 minutach od wpięcia końcówki w port USB-C. Napełnienie baterii w całości zajęło około 120 minut.

Podczas jednego dnia testów, po naładowaniu akumulatora do pełna wyszedłem z domu w celu sprawdzenia jak aparat zachowuje się w trudnych warunkach oświetleniowych. Podczas drogi do centrum miasta korzystałem z internetu, odebrałem i wysłałem kilkanaście smsów, wykonałem kilkanaście zdjęć i nagrałem kilka krótkich filmów. Dwie godziny spędziłem w kinie, więc smartfon nie był użytkowany przez całe popołudnie. Po ośmiu godzinach takiego testu, telefon zużył zaledwie 19% baterii. Kolejnego dnia znów zabrałem smartfona na testy kamery. Dołożyłem drugą kartę sim, wykonałem kilka niedługich rozmów telefonicznych, napisałem kilkanaście wiadomości tekstowych, odebrałem parę maili. Drogę do centrum pokonałem w towarzystwie Yanosika. Po dwóch godzinach spędzonych na nagraniach mam jeszcze 25% mocy. Oprogramowanie twierdzi, że słuchawka podziała jeszcze 14 godzin, w co raczej nie wierzę, ale jutro rano z pewnością zdąży mnie jeszcze obudzić.

Kolejnego dnia postanowiłem akumulatora nie oszczędzać. Około godziny 8 rano smartfon został odłączony od ładowarki. Zacząłem od dwudziestominutowej jazdy z Yanosikiem, następnie od około 9 rano aż do 17 działał mobilny hotspot, którym przetransferowałem około 300 MB danych. Od godziny 11 do 16 cały czas uruchomiony był Telegram, w międzyczasie korzystałem także z wiadomości tekstowych, przeglądałem strony internetowe, zainstalowałem kilka niewielkich aplikacji, przeprowadziłem dwie rozmowy telefoniczne trwające łącznie godzinę. Telefon przez cały dzień obsługiwał dwie karty SIM. Od około 16.30 przez pół godziny działała znów nawigacja GPS. W momencie pisania tego podsumowania, a więc o godzinie 19 mam do dyspozycji jeszcze 3% pojemności baterii, także do końca dnia przydałbym się powerbank.

Łączność

Testowany smartfon oferuje bardzo szeroki wachlarz połączeń. Po pierwsze, LTE-Advanced, dzięki któremu, przynajmniej w teorii prędkość downloadu może sięgnąć aż 600 Mbps, a uploadu 150 Mbps. Rzecz jasna, oprócz LTE-A mamy także „zwykłe” LTE, 3G oraz standardową sieć GSM. Testując telefon nie zauważyłem żadnych odchyleń od normy. Zasięg LTE miałem w całym mieście (nie wyjeżdżałem poza aglomerację), bliżej centrum łapałem także szybszą odmianę sieci 4 generacji. Podobnie z Wi-Fi obsługiwanym w standardach a/b/g/n/ac, Direct czy hotspot – odbiornik zachowywał się podobnie do testowego przeze mnie KEYone czy używanego na co dzień Passporta. Po prostu poprawnie. Bez problemów udało mi się także odnajdować się za pomocą GPS, a wbudowany kompas bezbłędnie wskazywał północ.

Oprócz oczywistego interface’u Bluetooth (wersja 4.2) honor ma jeszcze jedno bezprzewodowe „złącze”. Jest nim port podczerwieni, którego promowaną funkcją jest zdalna obsługa urządzeń RTV znajdujących się w naszym domu. Do konfiguracji oraz późniejszego korzystania służy specjalna aplikacja dostarczona przez producenta. Jako, że z kompatybilnych urządzeń posiadałem po ręką jedynie telewizor (dwuletni LG Smart TV z webOS) postanowiłem zobaczyć jak honor 9 sprawdzi się w roli pilota. Konfiguracja przebiegła ekspresowo, jednak z przykrością muszę odnotować, że z rozwiązania nie sposób korzystać. Telefon sprawdza się owszem, działają wszystkie funkcje telewizora, łącznie z podręcznym menu, zmienianiem kanałów i regulowaniem głośności, ale jedynie z odległości jakichś dwóch metrów. Siedząc na sofie, około 4 metry od odbiornika nie da się już kontrolować głośności, a na zmianę kanału trzeba czekać około pięć sekund. Raz po raz można nie doczekać się wcale.

Aparat fotograficzny

Znaczenie i jakość fotografii mobilnej stale rośnie, a producenci nowoczesnych smartfonów prześcigają się w pomysłach na ulepszenie kamer i rozwój oprogramowania poprawiającego osiągi maleńkich obiektywów. Fizyki wciąż jednak nie daje się oszukać stąd na przykład tryb sztucznego efektu bokeh, dwukrotny hybrydowy zoom czy wreszcie druga, monochromatyczna kamera. Klienci chcą wykonywać smartfonami zdjęcia, które wyglądają jak te wykonywane przez profesjonalnych fotografów, a najnowsze software’owe rozwiązania dają takie możliwości. Niedoskonałości, na które niewiele osób zwraca uwagę (na kilku calowych ekranach niełatwo je dojrzeć) maskują filtry, treść zdjęć opisują hashtagi, a samo zdjęcie żyje jakieś kilka sekund. Wilk syty i owca cała.

Honor 9 posiada dwie kamery z tyłu oraz jedną z przodu. Główny aparat szczyci się rozdzielczością 12 Mpix i jasnością f/2.2, laserowym autofocusem, detektorem twarzy oraz podwójnym, bezstratnym powiększeniem cyfrowym. Znajdująca się tuż obok kamera jest monochromatyczna i może pochwalić się rozdzielczością 20 Mpix i identyczną jasnością. Obie soczewki są wspierane przez dwie, zróżnicowane kolorystycznie diody LED. Aparat do selfie ma 8 Mpix i jest nieco jaśniejszy (f/2.0). Żadna z kamer nie została wyposażona w stabilizację, próżno także szukać na obudowie loga jakiejkolwiek marki związanej z fotografią. Takie kolaboracje są zastrzeżone dla wyższej klasy urządzeń.

Za chwilę zaczniecie przeglądać wykonane przeze mnie zdjęcia, które dadzą Wam odpowiedź na pytanie jakiej jakości fotografie wykonuje honor 9.

Ja chciałbym powiedzieć kilka słów na temat aplikacji, która do wykonywania zdjęć służy. Można by pomyśleć, że ciężko zrobić taki program w sposób zniechęcający do korzystania z niego. Otóż można. Po pierwsze, zanim zrobicie pierwsze w swoim życiu zdjęcie tym telefonem, polecam od razu uruchomić tryb „Profesjonalne zdjęcie”, który obojętnie jakie opcje wybierzecie zrobi lepsze zdjęcie niż automat. Niestety korzystanie z możliwości ustawień tegoż profesjonalnego trybu jest bardzo niewygodne.

Po pierwsze, pasek wyboru poszczególnych ustawień jest tak szczelnie upakowany opcjami, że trudno się w nim połapać i wybierać odpowiednie ikony trzymając telefon skierowany na obiekt, który chcemy sfotografować. Kiedy już wreszcie trafimy w odpowiednie miejsce, zwiększanie lub zmniejszanie wartości odbywa się po prostu niewygodnie. Po wybraniu któregoś z parametrów pojawia się kreskowany pasek, który należy przewijać aż do momentu uzyskania żądanej wartości. Problemy z tym suwakiem są dwa. Pierwszy jest taki, że jest on wąski i długi. Dobierając chociażby pierwsze z brzegu, ISO trzeba co najmniej kilka razy oderwać palec od ekranu by „dociągnąć” do większej wartości.

Próba dalszych trafień w to samo miejsce może zakończyć się przypadkowym wyborem kolejnej, umiejscowionej wyżej opcji. Drugi problem jest jednak znacznie poważniejszy. Kiedy uruchamiamy aparat i wybieramy tryb profesjonalny, parametry takie jak ISO i szybkość migawki są domyślnie ustawione na AUTO. Teraz wyobraźmy sobie, że ustawiamy aparat na wybrany obiekt i chcemy jednak zwiększyć ustawione przez program ISO. Automat zdecydował, że w obecnych warunkach odpowiednie będzie 800. Ale ja chcę 1200. Dotykając teraz paska, skala nie zaczyna się od „ustawionego” 800, ale od 50. Dojście do 1200 to cztery zakręcenia paskiem. Tak samo jest z szybkością migawki. Automat ustawia 1/20, ale ja chcę jednak i ten parametr nieco zmodyfikować, klikam więc w 1/20, ale na moim pasku wartością pierwszą po AUTO jest 1/4000. I kręcimy…

Na domiar złego, pasek z dopasowaniem profesjonalnych parametrów nie obraca się wraz z pozycją aparatu. Więc trzymając telefon poziomo, wachlarz możliwości mam w pionie.

Aparat posiada dużo trybów fotografowania i nagrywania. Nawet fani foodporn znajdą coś dla siebie: jest specjalny tryb o nazwie „dobry posiłek”, który w sposób aż nienaturalny podbija kolory.

Honor 9 w codziennym użytkowaniu

Tabelkę z danymi technicznymi znajdziecie pod ostatnim zdaniem recenzji. W tekście wolałem skupić się na tym jaki jest honor 9 i jak się z niego korzysta, a nie nie ile gigaherców ma pojedynczy rdzeń procesora. Na koniec dnia nie ma to większego znaczenia. A zatem, jakim kompanem jest najnowszy smartfon chińskiej marki?

Jak pisałem na samym początku, nie lubię wtórnego, graniczącego z plagiatem designu wzorowanego na Apple, i o ile front urządzenia zniechęcił mnie do siebie, o tyle wyglądem tylnej części urzekł do granic. To coś, co wyróżnia honor 9 spośród konkurentów i dzięki oryginalnemu wzornictwu nie daje się pomylić z żadnym innym smartfonem na rynku. Nie ma jednak róży bez kolców. Szklana tafla ma do siebie, że jest bardzo śliska. Powoduje to jak się domyślacie zbieranie ogromnej ilości odcisków palców i innych zabrudzeń oraz niestety drobnych rys, które z czasem mogą zacząć wyglądać nieestetycznie. Znów jest jednak mamy do czynienia z drugą, poważniejszą wadą. Wyobraźcie sobie sytuację, w której podczas rozmowy musicie przez chwilę mieć dwie wolne ręce. Chociażby by otworzyć drzwi, wyciągnąć coś z szafki czy zawiązać but. Próba przyciśnięcia telefonu głową do ramienia skończy się momentalnym wyślizgnięciem się słuchawki i najprawdopodobniej upadkiem na twardą podłogę albo chodnik. Choć mi udało się temu zapobiec nie radzę próbować.

Jeśli już przy rozmawianiu jestem, muszę z przykrością odnotować, że jakość połączeń jaką oferuje wyceniany obecnie na ponad 1600 złotych telefon jest niezadowalająca. Testowane na różnych kartach SIM, z różnymi rozmówcami i w różnych miejscach miasta rozmowy przerywane były ciągle tym samym pytaniem: „masz coś z telefonem, bo kiepsko cię słychać…?”. Niestety konwersacja w trybie głośnomówiącym nie należy do przyjemności, a o swobodnym prowadzeniu rozmów w aucie można zapomnieć. Znów odwołam się do flagowców BlackBerry – KEYone i Passport – robią to znacznie lepiej.

Jeśli korzystaliście z telefonów oferowanych przez Kanadyjczyków to zapewne bardzo dobrze pamiętacie jak użyteczna potrafi być dioda powiadomień. Ja należę do osób, którym zdarza się wstać od biurka nie zabierając ze sobą telefonu lub po prostu odłożyć go na bok podczas intensywnej pracy. Wówczas, funkcjonalność programowalnej diody LED jest nieoceniona. Tym bardziej ucieszyłem się, że honor 9 takową posiada. Pierwotnie planowałem poświęcić tej funkcjonalności dużo więcej miejsca, ale o wskaźniku tego modelu można jedynie powiedzieć, że… jest.

Nie ma możliwości zmiany koloru, nie ma możliwości dopasowania koloru do typu wydarzenia jakie jest sygnalizowane. Nieodebrane połączenie czy sms to zielone, pulsujące światełko. Niestety z widocznością tego światełka nie jest najlepiej. Pewnie dlatego, że projektant wpadł na pomysł by diodę umieścić pod czarnym grillem głośnika. Przy okazji nie znalazłem też możliwości ustawienia, by przy nadchodzącej wiadomości tekstowej rozświetlał się cały ekran telefonu. Emitowany jest jedynie dźwięk i mruga wspominana dioda. Ach i jeszcze jedna wada, którą myślę naprawi któraś z aktualizacji nakładki EMUI. Teksty powiadomień nakładają się na siebie.

Tak jak wygląd obudowy smartfona przywołuje na myśl produkty Samsunga, tak nakładka na Andorida do złudzenia przypomina interface iOS. Czy to dobrze czy źle… powiem tak, system jest wygodny, przejrzysty i intuicyjny. Podzespoły honor 9 są na tyle silne, że bez najmniejszego problemu podołają wszystkim wyzwaniom casualowego użytkownika smartfona. Nie ma miejsca na lagi czy przywieszki, urządzenie jest szybkie i bardzo sprawnie reagujące na dotyk. Testowany przeze mnie egzemplarz napędzał Android 7.0 oraz EMUI 5.1. Poprawkę zabezpieczeń systemu datowano na 5 sierpnia 2017 i jak dotąd nie widać aktualizacji.

Konkludując chciałbym wskazać na kilka kluczowych kwestii. Honor 9 to z pewnością ciekawe urządzenie o przyciągającym wzrok wyglądzie (tylnej części). Do zalet zaliczam przede wszystkim  wysoką jakość wykonania urządzenia, bowiem naprawdę tutaj nie ma się do czego przyczepić. Poszczególne elementy są świetnie spasowane, konstrukcja jest solidna i wytrzymała. Ponadto, telefon jest bardzo poręczny oraz wygodny w codziennym użytkowaniu. Duży, ponad pięciocalowy wyświetlacz nie przytłacza i do tego charakteryzuje się rewelacyjną jakością. Konsumpcja multimediów to czysta przyjemność, na pochwałę zasługuje na pewno kamera nagrywająca dźwięk stereo. Pomimo nienajlepszej aplikacji, na plus zaliczam także aparat fotograficzny. Smartfon jest diabelnie szybki, aplikacje otwierają się natychmiast po dotknięciu reprezentującej ikony, a podczas intensywnych testów ani razu nie zdarzyło mu się zawiesić czy chociaż przyciąć. Nie zauważyłem także by podczas ładowania zbytnio nagrzewała się obudowa.

Za co honor dostanie ode mnie niską ocenę?

Na pewno za jakość rozmów – spodziewałem się dużo czystszego dźwięku. Niedobrze prezentują się także nakładające się na siebie powiadomienia na ekranie blokady, brak aktualizacji bezpieczeństwa od sierpnia oraz ledwie widoczna dioda LED. Tylna obudowa mimo że piękna pozostaje ryzykowna w niebezpiecznym środowisku dnia codziennego. By być spokojnym o żywot smartfona lepiej założyć mu coś na plecki. Tylko jaki wtedy sens posiadania tak nietuzinkowego wyglądu?

Wymiary 147.3 x 70.9 x 7.5 mm
Waga 155g
Materiał Szkło i aluminium
SIM Hybryd DUAL SIM (nanoSIM, dual stand-by)
Technologia ekranu LTPS IPS LCD
Rozmiar ekranu 5,15” (70% powierzchni frontu)
Rozdzielczość 1080×1920 (FullHD), 16:9 (428 PPI)
Ochrona ekranu Corning Gorilla Glass 3
System operacyjny Android 7.0 (Nougat)
Nakładka UI EMUI 5.1
Chipset HiSilicon Kirin 960
Procesor 8-rdzeni (4×2.4 GHz Cortex-A73 & 4×1.8 GHz Cortex-A53)
Układ graficzny Mali-G71 MP8
Pamięć wbudowana 64GB + slot mSD do 256GB (zamiast drugiej karty SIM)
Pamięć RAM 4GB
Aparat główny 12 Mpix (f/2.2, 27mm) + 20 Mpix (f/2.2, 27mm)
Dioda doświetlająca LED Tak, podwójna
Aparat selfie 8 Mpix (f/2.0)
Kamera 2160p przy 30 klatkach
Wyjście słuchawkowe Tak, 3,5mm
Łączność Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, dual-band, WiFi Direct, hotspot
Bluetooth 4.2, A2DP, LE
GPS A-GPS, GLONASS, BDS
NFC Tak
Port IrDA Tak
USB Typ C 1.0, OTG
Czujniki Linii papilarnych, akcelerometr, żyroskop, zbliżeniowy, kompas
Bateria Niewymienialna, 3200 mAh
  • Zibski

    Bardzo dobra recenzja 🙂

  • makgajwer

    Super recka, przyjem,nie się czyta 🙂